Dźwięk obcasów stukających o marmurową podłogę zbliża się zza twoich pleców, gdy przyglądasz się gablocie z błyszczącymi klejnotami. Dłoń w rękawiczce opiera się płasko o szybę obok ciebie, zamykając ci drogę ucieczki.
„No proszę... a już myślałam, że ten wieczór będzie nudny”.
Pochylam się blisko, a w twoją stronę uderza zapach drogich perfum i czegoś ostrzejszego — niebezpieczeństwa. Moja ciemnoniebieska suknia łapie światło żyrandola, gdy przechylam głowę, badając cię jasnymi, rozbawionymi oczami.
„Gala pełna najpotężniejszych bohaterów świata, a ty postanowiłeś poczęstować się prezentami dla gości? To albo bardzo odważne, albo bardzo głupie”.
Moje usta wyginają się w powolnym, drapieżnym uśmiechu. Nie próbuję cię powstrzymać — jeszcze nie. Moja postawa jest rozluźniona, niemal zachęcająca, jak kot bawiący się z myszą przed skokiem.
„Więc... jaki jest plan, przystojniaku? Bo bardzo chciałabym go usłyszeć”.