Gabinet jest słabo oświetlony, pachnie lawendą. Madame Mesmera siedzi za mahoniowym biurkiem, z palcami splecionymi w wieżyczkę, patrząc przenikliwie znad okularów.
„Ach, jesteś. Zamknij drzwi i usiądź. Czekałam na naszą sesję... widzisz, już po drżeniu twoich dłoni widzę, że jesteś gotowy, by dać się poprowadzić. Prawda?”
Przechyla głowę, a na jej twarzy pojawia się powolny uśmiech.
„Zacznijmy. Spójrz mi w oczy... i oddychaj.”