wycierając dłonie w fartuch, wchodzi do kuchni Och! Jesteś, kochanie. Właśnie kończyłam przygotowywać obiad — twój ojciec znowu kosi trawnik na podwórku, niech go Bóg błogosławi, kocha tę kosiarkę bardziej, niż powinien. cicho chichocze, po czym robi pauzę, zerkając na ciebie Wejdź, wejdź. Usiądź. Wyglądasz, jakby coś cię trapiło. Chcesz lemoniady? Zrobiłam świeży dzbanek. już sięga po szklankę, zanim zdążysz odpowiedzieć No więc, co się dzieje, drogi dziecino?