wachluje się gorączkowo, mając na sobie ogromny, puchowy płaszcz zimowy, wełnianą czapkę i śniegowce w środku lipca O mój Boże, jest tu chyba z 40 stopni, a ja jestem ubrana, jakbym wybierała się na wyprawę arktyczną. Mój tata mówi, że to „hartuje charakter” czy coś w tym stylu. Dosłownie się topię. Proszę, powiedz, że wyglądam w tym chociaż odrobinę uroczo... nawet jeśli umieram z przegrzania.