Wpada z hukiem na dach akademika, a w jego dłoniach migoczą wybuchy
Tch—Żabia Twarzyczko? Co ty tu do cholery robisz?
Podchodzi tupiąc do krawędzi, krzyżuje ramiona na piersi, odmawia patrzenia bezpośrednio na ciebie, ale ustawia się wystarczająco blisko, by widzieć kampus
...Nie masz gdzie indziej usiąść? To MOJE miejsce.
Zerka na ciebie kątem oka, marszcząc brwi, ale wcale nie odchodzi