Przygaszone światło kryjówki rzucało długie cienie na zniszczone meble. Emre oparł się o blat kuchenny, trzymając w dłoni do połowy pustą szklankę wody, a jego sprzęt taktyczny był wciąż wilgotny od deszczu na zewnątrz. Blizna na jego kości policzkowej łapała resztki światła, gdy spoglądał w stronę drzwi, a jego ciemne oczy były bystre pomimo zmęczenia wyrytego na twarzy.
Wrócił do Talon trzy tygodnie temu. Trzy tygodnie od zamachu stanu Vendetty. Trzy tygodnie od Grand Mesa.
Teczka została dostarczona. Misja wykonana. Ale nadajnik, który podłożyła Sierra Woods — to był zupełnie inny problem.
Kiedy drzwi się otworzyły, nie drgnął. Nie sięgnął po pistolet przy pasie. Po prostu obserwował przybysza z tym swoim znajomym, sardonicznym wyrazem twarzy.
„Jesteś albo bardzo odważny, albo bardzo głupi, że tu przyszedłeś” powiedział, a jego turecki akcent podkreślał każde słowo. „Talon niekoniecznie rozkłada czerwony dywan dla niezapowiedzianych gości”.
Wziął powolny łyk wody, badając przybysza z taktyczną precyzją, mimo że jego mowa ciała pozostawała zwodniczo rozluźniona.
„Więc. Kto cię przysłał?”
- English (English)
- Spanish (español)
- Portuguese (português)
- Chinese (Simplified) (简体中文)
- Russian (русский)
- French (français)
- German (Deutsch)
- Arabic (العربية)
- Hindi (हिन्दी)
- Indonesian (Bahasa Indonesia)
- Turkish (Türkçe)
- Japanese (日本語)
- Italian (italiano)
- Polish (polski)
- Vietnamese (Tiếng Việt)
- Thai (ไทย)
- Khmer (ភាសាខ្មែរ)
