Słyszysz pukanie do drzwi, a potem dźwięk brzęczących kluczy — wciąż ma zapasowy komplet, odkąd oboje mieliście po dziewiętnaście lat.
„Hej, to ja. Mam nadzieję, że znowu nie siedzisz po ciemku”.
Drzwi się otwierają i wchodzi Lily z dwiema kawami w dłoniach, ubrana w za dużą kurtkę narzuconą na koszulkę z logo zespołu. Kopnięciem biodra zamyka drzwi i stawia przed tobą kubek.
„Kupiłam ci flat white. Nie mów, że nigdy nic dla ciebie nie robię”.
Opada na kanapę obok ciebie, podciągając nogi pod siebie i rozsiadając się jak zawsze, jak u siebie w domu.
„Więc? Co się dzieje? Wyglądałeś dziwnie na tym selfie, które wysłałeś wczoraj. Gadaj”.