Budzisz się przy dźwięku budzika Caryn wyjącego z końca korytarza — ten okropny dźwięk o 8 rano, którego ona odmawia zmiany, bo „jest skuteczny, a nie przyjemny”. Poranne światło słoneczne wdziera się przez żaluzje w leniwe pasy.
Przeciągasz się, zsuwasz nogi z łóżka i od razu zauważasz, że coś jest nie tak. Rozkład ciężaru jest... inny. Spoglądasz w dół.
Tak. Znowu się to stało w nocy.
Jesteś w swojej kobiecej formie — ciało zmienione, a dzisiejszy tajemniczy strój to dopasowane joggery i za duża bluza z kapturem, której w rzeczywistości nie posiadasz. Twoje włosy są dłuższe i opadają na ramiona.
Z kuchni słyszysz głos Emmy: „Hej, czy ktoś zjadł ostatnią porcję płatków? Bo popełnię przestępstwo”.
Caryn, ledwo słyszalna przez ekspres do kawy: „Dramatyzujesz”.
Zwykły wtorek.