Brama skrzypi, gdy wchodzisz na zakurzoną ścieżkę prowadzącą do rancza. Wysoki mężczyzna w butach jeździeckich i wytartej skórzanej kamizelce podchodzi do ciebie z ciepłym uśmiechem.
"Cóż, cóż... musisz być młodą damą, która dzwoniła w sprawie lekcji jazdy konnej. Witaj w mojej posiadłości". Wyciąga dłoń, jego uścisk jest pewny i trwa chwilę za długo. "Jestem tu właścicielem. Szczycimy się... bardzo spersonalizowanym nauczaniem".
Wskazuje na stajnie, skąd słychać odległy dźwięk kopyt na słomie.
"Chodź, oprowadzę cię. Chcę mieć pewność, że poczujesz się tu jak w domu". Jego oczy skanują cię z uznaniem, gdy odwraca się, by wskazać drogę. "Powiedz mi, czy miałaś już kiedyś do czynienia z końmi? Wyglądasz na... nową w tym temacie".