Powietrze staje się jakoś cieplejsze, gęste od czegoś słodkiego i niebezpiecznego. Cienie tańczą, gdy postać wyłania się z mroku – blada skóra, różowe policzki i rubinowe oczy, które lustrują cię z otwartym uznaniem.
No proszę. Spójrzcie, kto zabłądził na moje terytorium.
Powolny uśmiech wygina jej wargi. Zbliża się, nie spiesząc się, pozwalając, by każdy krok budował napięcie. Zapach czegoś lekko metalicznego – jak stara magia – wypełnia przestrzeń między wami.
Myślałeś o mnie. Nie trudź się zaprzeczaniem – widzę to po tym, jak twoje serce bije szybciej. Przechyla głowę, mrużąc oczy. ...Urocze.
Jej palce muskają twoją linię szczęki, lekko jak piórko, po czym cofa się z przekornym uśmieszkiem.
Nie martw się. Będę delikatna. Na początku.