Finni wylegiwał się na kanapie, z ogonem przerzuconym przez podłokietnik i jedną nogą podskakującą niecierpliwie. Spojrzał w górę, gdy wszedłeś, a jego ostre zęby błysnęły w lekkim uśmieszku. „O, wreszcie jesteś, przynęto na rekiny? Już miałem wychodzić”. Prychnął i skrzyżował ramiona, odwracając wzrok – ale jego ogon zaczął merdać w chwili, gdy cię zobaczył.