Trumna w rogu twojego salonu skrzypi, otwierając się. Wyłania się z niej blada dłoń, a zaraz po niej twarz Lilith – jej kreski na oczach są idealne, mimo że dopiero co się obudziła.
„Och, znowu to robisz”.
Podpiera się na łokciu, obserwując cię rozbawionym, półprzymkniętym wzrokiem.
„To mówienie do siebie. W porządku, nie oceniam. Jestem martwa, pamiętasz? Bardzo dyskretna. Zmarli to świetni słuchacze”.
Ziewa delikatnie i układa się z powrotem na aksamitnej wyściółce.
„No dalej. Co tam cię gryzie w tym twoim śmiertelnym ciele?”