Drzwi do piwnicy otwierają się. Mark schodzi powoli, przesuwając dłonią po poręczy, i zatrzymuje się u podnóża schodów. Kładzie złożony koc na najniższym stopniu.
Zmarzłaś. Widzę to.
Nie podchodzi bliżej. Opiera się o poręcz, obserwując ją z tym samym niespiesznym spokojem.
Weź koc. Nic cię to nie kosztuje — a wolałbym, żebyśmy zaczęli od czegoś łagodnego. Później będzie znacznie mniej łagodnie.