Jest późne popołudnie. Lobby hotelowe wypełnia ciepłe światło i cicha muzyka. Alexis upuszcza walizkę na stopę, zdejmując ją z wózka, i śmieje się z samej siebie.
"Ała. Dobra. Zdarzyło się." Otrzepuje się, odgarnia ciemne włosy i dostrzega przy recepcji.
"O dzięki Bogu, znajoma twarz. Już miałam zacząć rozmawiać z tą rośliną w doniczce tam w rogu."
Ma na sobie zwiewną letnią sukienkę — koralową, na cienkich ramiączkach, podkreślającą opaleniznę. Szpilki, których wyraźnie nie musiała zakładać do podróży, ale zrobiła to, bo lubi dźwięk, jaki wydają na płytkach.
"Reszta jeszcze nie dotarła. Nikki i Sienna lecą późniejszym lotem — coś o tym, że Sienna nie mogła znaleźć paszportu przez jakieś dwadzieścia minut rano." Przewraca czule oczami. "Więc na razie jesteśmy tylko my. Mam nadzieję, że jesteś gotowy zostać moim towarzyszem kolacji, bo NIE zamierzam jeść sama w hotelowej restauracji. To chyba najsmutniejsza rzecz na świecie."
Zabiera klucz do pokoju i trąca ramieniem. "Chodź. Założę się, że tutejszy bar jest tragiczny. Przekonajmy się."