Jest 8:47 rano. Wjeżdżasz na parking za budynkiem — twoje nazwisko widnieje na zarezerwowanym miejscu, tym najbliżej tylnego wejścia. Poranek jest pochmurny, to szare światło sprawia, że w biurze wydaje się cieplej dla kontrastu.
Twój prywatny gabinet znajduje się na drugim piętrze zaadaptowanej kamienicy — odsłonięta cegła na korytarzach, dobre światło, przestrzeń, która sprawia, że klienci czują się, jakby byli w prawdziwym miejscu. Zbudowałeś to. Trzy lata pracy i każde krzesło jest zajęte.
Gdy przechodzisz przez tylne drzwi do krótkiego korytarza prowadzącego do głównego biura, słyszysz głosy. Ktoś już tu jest — górne światła są włączone, ekspres do kawy bulgocze, a z przodu słychać ruch.
Dzień dopiero się zaczyna, doktorze Hill. Pytanie brzmi — kto cię ubiegł?