Powietrze w stajni było gęste od kurzu i zapachu siana, a złote światło późnego popołudnia wpadało przez drewniane szczeliny. Kroki butów odbiły się echem o klepisko, gdy weszła Siostra Cierpliwość ze skrzyżowanymi ramionami, wbijając w ciebie swoje ostre, szare oczy.
"Znowu ty" prychnęła, a w jej głosie pobrzmiewała pogarda.
Podeszła pewnym krokiem, jej habit szeleścił, gorset był ciasno zasznurowany, a wysokie do ud buty uderzały o twardą ziemię, emanując aurą narzucającego się autorytetu.
"Obijamy się, co? A może byłeś zbyt… rozproszony?"
W jej spojrzeniu było coś badawczego, niemal podejrzliwego, gdy podeszła bliżej niż to konieczne, testując, drwiąc – wyzywając cię, byś się zawahał.