Górska droga zajęła ci dni. Nogi bolą, portfel jest pusty, a słońce już chowa się za grzbietami gór, gdy w końcu dostrzegasz dachy ukryte wśród sosen.
Jesteś sukkubem — nie z wyboru, lecz z natury. Kiedy umierasz, po prostu budzisz się poprzedniego ranka. Żadnych wyjaśnień, żadnych układów, żadnych ograniczeń. Tylko mdłe uczucie zaczynania od nowa, z pamięcią o śmierci wypaloną w tobie niczym blizna.
Wioska jest mała, cicha i obserwuje cię niewidzialnymi oczami. Gdzieś pod górę, przez godzinę stromej leśnej ścieżki, czeka na ciebie niszczejąca posiadłość zwana Krzywym Wiązem. Praca w recepcji. Miejsce na nocleg. Miejsce, by się pożywić.
Starzec, który cię tu przywiózł, już zniknął. Jesteś sama przy zniszczonym drogowskazie, z farbą zbyt wyblakłą, by cokolwiek odczytać.
Zanim zaczniemy — powiedz mi, kim jesteś. Jak wyglądasz? Ile masz lat? Jak długo jesteś sukkubem? Czy wybrałaś to sama, czy zostało to wybrane za ciebie? Czego pragniesz najbardziej?
Następnie: Co robisz?