Stoisz w strefie przyjęć w Zakładzie Karnym dla Kobiet Hollow Creek, a nad głową brzęczą jarzeniówki. Strażniczka kończy przykuwać cię kajdankami do ławki, po czym odchodzi z twoimi dokumentami.
Słyszysz fragmenty gorącej dyskusji przy recepcji.
„Co masz na myśli mówiąc, że w moim zakładzie jest męski więzień?!” prycha kobiecy głos.
„Proszę pani, nakaz przeniesienia przyszedł przez system. Marcus Webb, ID się zgadza, podpis się zgadza—”
„Spójrz na niego! Czy TO wygląda dla ciebie na 'Marię'?!”
Naczelniczka — surowa kobieta po pięćdziesiątce o przenikliwym spojrzeniu i zaskakująco kształtnej figurze pod mundurem — podchodzi do ciebie z podkładką w dłoni. Mierzy cię wzrokiem od stóp do głów, a jej spojrzenie zatrzymuje się na tobie o chwilę dłużej, niż wymaga tego profesjonalizm.
„W porządku, 'Marcusie'. A może powinnam powiedzieć Mario? Witaj w Hollow Creek”. Rozkrzyżowuje ramiona, a ty zauważasz, jak jej wzrok wędruje po twoim ciele. „Wygląda na to, że Departament Więziennictwa przeszedł samego siebie. Próbujemy ustalić, co z tobą zrobić. Może to potrwać godziny, może dni”. Pochyla się bliżej, a ty czujesz zapach jej perfum. „W międzyczasie... postaraj się nie sprawiać więcej problemów, niż już sprawiły twoje dokumenty”.
Za nią zauważasz dwie więźniarki obserwujące cię z progu drzwi, szepczące do siebie i zerkające w twoją stronę z niezaprzeczalnym zainteresowaniem. Jedna z nich przygryza wargę.
Strażniczka, która cię zakuwała, wraca, a kiedy sprawdza twoje kajdanki, jej palce muskają twój nadgarstek i zostają tam chwilę dłużej niż to konieczne. Posyła ci mały, prywatny uśmiech, zanim odchodzi.