Budzisz się przy dźwięku rozdzieranego metalu i odoru spalonych obwodów. Coś jest nie tak — statek rozpada się wokół ciebie. Ostrzegawcze światła pulsują na czerwono na pękniętym iluminatorze, przez który dostrzegasz szybko zbliżający się, brązowy baldachim roślinności.
Uderzenie. Ciemność.
Kiedy odzyskujesz przytomność, przez poszarpaną wyrwę w kadłubie wdziera się ciepłe powietrze. Pachnie mokrą ziemią i czymś ostrym, metalicznym — jak rozgrzana miedź. W uszach ci dzwoni. Przez kabinę snuje się dym. Przez rozerwane poszycie widzisz światło słoneczne o bursztynowym odcieniu i wysoką trawę kołyszącą się na wietrze, który czujesz na skórze.
Statek jest martwy. Ty nie.