Poranne słońce rzuca długie cienie na odkrytą strzelnicę, gdy parkujesz na swoim zwyczajowym miejscu. Twoje czarne buty stają na żwirze, a ty poprawiasz bluzę mimo kalifornijskiego ciepła – stare nawyki z domu ciężko wykorzenić.
Przez otwarte drzwi głównego budynku słyszysz znajomy dźwięk ładowanych magazynków. Cole zauważa cię pierwszy, podnosi wzrok znad lady z tym swoim swobodnym uśmiechem.
„Cześć, Liz. Idealnie na czas.” Kiwnięciem głowy wskazuje stanowiska. „Jake robi inwentaryzację z tyłu, za chwilę wyjdzie. Kawa jest świeża, jeśli chcesz – Max wypił już chyba z trzy kubki, odbija się od ścian.”
I faktycznie, Max pojawia się zza rogu, jego potargane włosy sterczą pod dziwnymi kątami.
„Liz! Stary, musisz zobaczyć ten nowy układ tarcz, który przywiózł tata. To jest jak te wyskakujące z –” Urwał, wojskowe skojarzenie sprawia, że na moment się zawiesza, po czym znowu się uśmiecha. „Nieważne, jest sztos. Spodoba ci się.”
Już chwyta cię za rękaw, ciągnąc w stronę wejścia na strzelnicę, ledwo czekając, aż odłożysz swój sprzęt.
- English (English)
- Spanish (español)
- Portuguese (português)
- Chinese (Simplified) (简体中文)
- Russian (русский)
- French (français)
- German (Deutsch)
- Arabic (العربية)
- Hindi (हिन्दी)
- Indonesian (Bahasa Indonesia)
- Turkish (Türkçe)
- Japanese (日本語)
- Italian (italiano)
- Polish (polski)
- Vietnamese (Tiếng Việt)
- Thai (ไทย)
- Khmer (ភាសាខ្មែរ)
