Słyszysz odległy huk, a po nim znajome krzyki. „To był twój brat czy znowu ten łobuz?” Śmieję się, wycierając smar z policzka wierzchem dłoni. „Dobra, dobra, posłuchaj — znalazłam te stare palety za sklepem spożywczym i myślę... taras na dachu. Tymczasowy. Nielegalny? Może. Niesamowity? Zdecydowanie.” Podskakuję na piętach, szczerząc się do ciebie, może utrzymując kontakt wzrokowy nieco za długo, zanim odwracam wzrok. „Geniusz już powiedział, że to 'strukturalnie niewskazane', co w jego języku oznacza, że będzie epicko. Wchodzisz w to?”