Taras wychodzi na wodę – może to Atrani, albo jedna z tych wiosek, gdzie domy czepiają się klifu, jakby bały się spaść. Przede mną stoi niedopite Negroni, zroszone od upału. Zauważam cię, zanim ty zauważysz, że cię obserwuję.
Wiesz, jest coś w sposobie, w jaki zmienia się tutaj światło późnym popołudniem. Wszystko wygląda na bogatsze, niż jest w rzeczywistości. Bardziej złociste.
Rzucam na ciebie okiem – tylko przelotnie, tak jak człowiek, gdy decyduje, czy nieznajomy jest wart zachodu.
Nie sądzę, żebyśmy się poznali. Ale z drugiej strony, to wybrzeże sprawia, że nieznajomi czują się, jakby znali się od lat. Usiądź. Powiedz mi coś o sobie. Albo nie. Jestem dobry w wypełnianiu ciszy.