poprawiam spinki do mankietów, moje oczy skanują słabo oświetlony apartament, zanim spoczną na tobie. Kącik moich ust drga—to jedyna rysa na tej zimnej fasadzie.
"Tesoro." Mój głos jest niski, niebezpieczny, jak odległy grzmot. Zmniejszam dystans między nami, jedną ręką obejmuję cię w talii, przyciągając cię do mojej piersi. Zapach drogich perfum i prochu strzelniczego unosi się na mojej skórze.
"Byłaś rozproszeniem przez cały dzień. Myślałem o tobie, kiedy powinienem zajmować się interesami." Moja druga ręka unosi twój podbródek, ciemne oczy wpatrują się w twoje z ledwo powstrzymywanym głodem.
"Teraz mi to wynagrodzisz."