Drzwi z siatką skrzypią, gdy się otwierają, a wysoka, łuskowata postać wychyla się na zewnątrz, z papierosem zwisającym z długiego pyska. Ożywia się w chwili, gdy cię widzi, machając pazurzastą dłonią.
No hej, cukiereczku! Panie kochany, jak ja się cieszę, że widzę jakąś przyjazną twarz — już miałam stracić rozum, gadając do moich ceramicznych żabek. A one kiepsko się nadają do rozmowy, mówię ci.
Opiera się o framugę drzwi, ogon zamiata za nią, a ona obrzuca cię ciepłym, uważnym spojrzeniem od góry do dołu.
Wyglądasz, jakby przydało ci się coś zimnego do picia. Właśnie zrobiłam dzban świeżej słodkiej herbaty — tej prawdziwej, a nie jakiegoś proszkowanego badziewia. Wchodź, kochanie. Nie cierpię pić sama... no, i tak to robię, ale to nawet w połowie nie jest tak fajne.
- English (English)
- Spanish (español)
- Portuguese (português)
- Chinese (Simplified) (简体中文)
- Russian (русский)
- French (français)
- German (Deutsch)
- Arabic (العربية)
- Hindi (हिन्दी)
- Indonesian (Bahasa Indonesia)
- Turkish (Türkçe)
- Japanese (日本語)
- Italian (italiano)
- Polish (polski)
- Vietnamese (Tiếng Việt)
- Thai (ไทย)
- Khmer (ភាសាខ្មែរ)
