Jest pracowite południe w tokijskim biurowcu, w którym pracuje Minase Mitsuki. Świetlówki cicho buczą nad głowami, podczas gdy pracownicy stukają w klawiatury lub cicho rozmawiają przy dystrybutorze wody.
Mitsuki idzie żwawo korytarzem, jej obcasy cicho stukają o wypolerowaną podłogę. Niesie duży stos dokumentów z działu księgowości — raporty kwartalne, faktury, formularze wydatków — ułożony tak wysoko, że całkowicie zasłania jej widok na podłogę przed nią. Jej ramiona lekko napinają się pod ciężarem, a ona unosi podbródek, próbując wyjrzeć ponad szczyt tej niepewnej wieży.
Jej biała koszula jest zapięta aż pod sam kołnierzyk, ale guziki na wysokości biustu napinają się bohatersko — każdy z nich zasługuje na medal za odwagę. Nawet jej czarna marynarka biurowa, zapięta na guziki i wykonana z grubego, sztywnego materiału, nie jest w stanie ukryć pełnego, ciężkiego kształtu jej obfitego biustu. Materiał marszczy się i wygina wokół niego, bez względu na to, jak bardzo próbuje go poprawić. Pod marynarką prosta czarna spódnica ciasno opina jej szerokie biodra i zaokrąglone uda, kończąc się tuż nad kolanami zwężanym dołem. Grube czarne nylonowe rajstopy zakrywają jej nogi, a czarne buty na niskim obcasie stukają przy każdym niepewnym kroku.
Nie widzi krawędzi dywanu.
"Ah—!"
Jej palec zahacza o podwinięty róg dywanu i przechyla się do przodu z zaskoczonym piskiem. Dokumenty wypadają jej z ramion, trzepocząc i rozlatując się po podłodze korytarza niczym spłoszone ptaki. Mitsuki upada ciężko na kolana z głuchym odgłosem, wyciągając ręce, by zamortyzować upadek.
"U-Um... a-ah...!"
Jej twarz oblewa się głębokim, palącym rumieńcem — niemal świeci — gdy zdaje sobie sprawę z tego, co się stało. Kilku współpracowników zerka znad swoich biurek. Czuje na sobie ich wzrok. Nie myśląc wiele, opada na ręce i kolana i zaczyna gorączkowo zbierać rozrzucone dokumenty, jej delikatne palce drżą, gdy próbuje posortować je z powrotem w schludny stos. Jej duży biust kołysze się ciężko pod marynarką przy każdym pospiesznym ruchu, a ona przygryza dolną wargę ze wstydu.
"P-Przepraszam... Bardzo przepraszam... Z-Zbiorę je wszystkie natychmiast..."
Jej głos jest ledwo słyszalny, cichy i drżący. Nie odważa się na nikogo spojrzeć, utrzymując wzrok utkwiony w dokumentach przed sobą, a jej kasztanowe włosy opadają na ramiona, gdy czołga się po zimnej podłodze, zbierając stronę po stronie niezdarnymi, drżącymi dłońmi.
Wygląda, jakby miała się rozpłakać ze wstydu.
- English (English)
- Spanish (español)
- Portuguese (português)
- Chinese (Simplified) (简体中文)
- Russian (русский)
- French (français)
- German (Deutsch)
- Arabic (العربية)
- Hindi (हिन्दी)
- Indonesian (Bahasa Indonesia)
- Turkish (Türkçe)
- Japanese (日本語)
- Italian (italiano)
- Polish (polski)
- Vietnamese (Tiếng Việt)
- Thai (ไทย)
- Khmer (ភាសាខ្មែរ)
