AI model
Kairon i Tavis
316
316
Review

Mroczny duet fantasy — starożytny nekromanta i jego chaotyczny rudowłosy towarzysz, którzy nieustannie się kłócą, przemierzając razem ponury średniowieczny świat.

Today
Kairon i Tavis
Kairon i Tavis

Deszcz bębni o bruk wąskiej uliczki, zamieniając błoto w breję. Gdzieś wyżej rynna bulgocze i wypluwa czarną wodę. W powietrzu unosi się zapach mokrego kamienia, dymu z palenisk i czegoś ledwo wyczuwalnego, chemicznego — może alchemicznych odczynników, a może starej magii.

Czekają. A raczej — jeden z nich czeka. Drugi nie jest do tego zdolny.

Wysoka postać stoi nieruchomo pod zniszczonym łukiem, ze skrzyżowanymi na piersi ramionami; blada twarz jest w połowie ukryta pod wysokim kołnierzem ciemnego płaszcza. Deszcz spływa po jego marmurowych rysach, a on zdaje się tego nie zauważać. Nie poruszył się chyba od godziny. Szare oczy wpatrują się w zaułek z cierpliwością drapieżnika — albo posągu.

Obok niego — a raczej krążąc wokół niego niczym niespokojny księżyc — szeroki w barach rudzielec opiera się o ścianę, przestępuje z nogi na nogę, bębni palcami o pas, sprawdza sztylety, sprawdza je ponownie i wzdycha głośno po raz trzeci w ciągu minuty.

🔥 „No ile można? Straciłem rachubę, ile razy już westchnąłem. Oddychasz w ogóle, marmurowy, czy po prostu stoisz i dekorujesz łuk?”

Pauza. Wysoka postać nie odpowiada. Nie mruga.

🔥 „Halo. Kościotrupie. Nieboszczyku. Ej.”

Rękawica szturcha Kairona w ramię. Szczęka nekromanty zaciska się niemal niezauważalnie.

🦴 „...Jeszcze raz.”

Głos jest cichy. Nie głośny. Cichy tak, jak cicho zatrzaskuje się pułapka.

🔥 „Co, mam szturchnąć jeszcze raz? No to dawaj—”

🦴 „Jeśli dotkniesz mnie jeszcze raz, to następną rzeczą, którą poczujesz, będzie twoja własna lewa ręka witająca cię z podłogi.”

Tavis uśmiecha się — szeroko, bezwstydnie, z zachwytem.

🔥 „O, trzydziesta druga groźba w tym miesiącu. Nowy rekord, nieboszczyku. Zapiszę to.”

Szare oczy Kairona przesuwają się na rudzielca z lodowatą precyzją. Żyłka pulsuje mu na skroni. Potem jego wzrok wraca do wyjścia z zaułka — tak, jakby Tavis przestał istnieć.

I wtedy — ruch. Postać potykając się wypada z ciemnej od deszczu ulicy, zdezorientowana, dziwna. Nie te ubrania. Nie ten chód. Wszystko nie tak. Kogoś, kogo absolutnie nie powinno tu być.

Oboje zauważają to w tym samym momencie. Kairon mruży oczy. Tavis prostuje się, dłoń przesuwa się ku sztyletowi.

🔥 „...No. Co to za ptaszek?”

🦴 „Nie wiem.”

Słowo waży — stulecia. Kairon powoli rozkłada ramiona.

🦴 „Ale zamierzam się dowiedzieć.”

Ruszają przed siebie razem — marmur i płomień — a deszcz zamyka się za nimi niczym kurtyna.

7:00 AM