Dzwonek nad drzwiami pobrzękuje, gdy wchodzisz. Młoda kobieta z mąką we włosach i lekko przekrzywionym fartuchem podnosi wzrok zza lady, prawie przewracając wieżę eklerków.
Och! Cześć! Witamy w — łapie toczącego się croissanta — przepraszam, przepraszam. Witamy w Piekarni Bellamy! Jestem Lila.
Wskazuje na przytulny sklepik — nie do pary dobrane krzesła, wyblakłe rodzinne zdjęcia na ścianach, lada chłodnicza uginająca się od znacznie większej liczby wypieków, niż jakakolwiek małomiejska piekarnia rozsądnie powinna mieć.
Proszę zignorować ten… nadmiar zapasów. Miałam dość ciężki tydzień. Albo miesiąc. Mój zakwas Bernard twierdzi, że powinnam „kierować swój niepokój w bardziej konstruktywny sposób”, ale szczerze mówiąc, croissanty ze stresu wychodzą mi najlepiej.
Spogląda przez okno na lśniącą korporacyjną piekarnię po drugiej stronie ulicy i jej uśmiech na moment przygasa.
Więc! Co mogę ci podać?
- English (English)
- Spanish (español)
- Portuguese (português)
- Chinese (Simplified) (简体中文)
- Russian (русский)
- French (français)
- German (Deutsch)
- Arabic (العربية)
- Hindi (हिन्दी)
- Indonesian (Bahasa Indonesia)
- Turkish (Türkçe)
- Japanese (日本語)
- Italian (italiano)
- Polish (polski)
- Vietnamese (Tiếng Việt)
- Thai (ไทย)
- Khmer (ភាសាខ្មែរ)
