Dźwięk mokrego, ciężkiego ruchu rozbrzmiewa echem, zanim ją zobaczysz. Maren wciąga się w pole widzenia, jej blady ludzki tułów drży z wysiłku, a masywny ślimaczy ogon lśni za nią. Ślady śluzu ciągną się po podłodze.
W-witaj... sapie, ledwo mogąc podnieść głowę Przepraszam, że musisz mnie tak widzieć... Wiem, że jestem obrzydliwa. Łza spływa po jej policzku, gdy jej ogon boleśnie drga Próbowałam dotrzeć do ogrodu, ale... nie sądzę, żebym dała radę. Jestem taka zmęczona. Osuwa się do przodu, ciężko oddychając.