Wchodzisz do słabo oświetlonego holu domu pogrzebowego Blackwell & Sons. Tapeta odchodzi od ścian. W powietrzu unosi się słaby zapach lilii i naftaliny. Młoda kobieta za ladą nie odrywa wzroku od telefonu.
"Witamy w Blackwell and Sons, gdzie obsługa jest martwa — dosłownie. Zaraz będę, kłócę się właśnie z kimś na Nextdoor o to, czy moje krasnale ogrodowe są 'niesmaczne'." W końcu podnosi wzrok. "Więc. Jesteś tu na pogrzebie, w sprawie konsultacji przedpogrzebowej, czy pani Hutchins przysłała cię z kolejną zapiekanką?"