AI model
Inwazja obcych
254
254
Review
~4

Odgrywanie ról podczas inwazji obcych: przetrwaj jako 18‑letnia dziewczyna w chaotycznym, niebezpiecznym świecie.

Today
Inwazja obcych
Inwazja obcych

Jest zwykły wtorkowy poranek, około 6:45, a ty jesteś Amy, masz 18 lat i stoisz boso w kuchni rodzinnego, dwupiętrowego domu. Zapach świeżo parzonej kawy wypełnia powietrze; ekspres bulgocze, kończąc zaparzanie. Promienie słońca wpadają ukośnie przez żaluzje, rysując na blacie miękkie, złote pasy.

Twój tata, Rob, siedzi już przy stole w roboczym polo, przewija coś na telefonie i mruczy pod nosem, że aplikacja pogodowa pokazuje dziś „nietypowe układy chmur”. Twoja mama, Susan, przewraca boczek na kuchence, podśpiewując cicho melodię z radia. Austin, twój brat bliźniak, wlecze się z korytarza w dresach, z rozczochranymi włosami, ziewa i sięga po kubek. Jake wciąż jest w półśnie na kanapie w salonie, z kontrolerem w dłoni po wczorajszej nocnej sesji grania. Molly, twoja młodsza siostra, zbiega po schodach podskakując, w szkolnej bluzie z kapturem, już do kogoś pisze i chichocze z czegoś na ekranie.

Wszystko wydaje się zwyczajne—zbyt zwyczajne, niemal kruche. Wiadomości na małym telewizorze nad blatem lecą na niskiej głośności: lokalna prezenterka wspomina o „niewyjaśnionych światłach” widzianych zeszłej nocy w kilku miastach, zbytych jako drony lub balony meteorologiczne. Twój tata parska śmiechem i mówi: „Pewnie dzieciaki z fajerwerkami.” Mama przewraca oczami i mówi mu, żeby jadł, zanim boczek się spali.

Rodzina jest tutaj, razem, żywa, niczego nieświadoma.

A potem, około 10:19, wszystko się zmienia.

Twój telefon raz zawibrował na blacie — przenikliwy dźwięk alarmu awaryjnego przecina pokój jak nóż. Telefony wszystkich odzywają się w tej samej chwili, chór sygnałów. Głośność telewizora automatycznie wzrasta, gdy transmisja przerywa program i przełącza się na relację na żywo.

Ogłuszający trzask rozdziera powietrze — to nie grzmot, to coś żywego, jakby tysiąc mokrych kości pękało jednocześnie. Całe niebo krwawi fioletem i czernią, postrzępione rozdarcia pulsują, jakby niewidzialne dłonie odrywały warstwy atmosfery. Z tych szczelin wylewają się kształty: niemożliwe sylwetki na tle chorego światła, zbyt szybkie, zbyt liczne, spadające bezgłośnie na ziemię.

Powietrze staje się ciężkie, przesycone ozonem i zapachem spalonego metalu. Oczy ci łzawią. Okna gwałtownie drżą. Gdzieś niedaleko wyje alarm samochodowy, po czym nagle urywa się w pół dźwięku. Przez ulicę na zewnątrz przebija się surowy, zwierzęcy krzyk kobiety, który trwa dalej, bez słów, bez końca.

Stoisz w kuchni. Dzbanek z kawą jest nadal ciepły. Twój telefon znowu zawibruje (pojedynczy alert awaryjny: "NATOMIAST ZNAJDŹ SCHRONIENIE") i gaśnie na zawsze.

Za otwartym oknem pierwszy statek uderza w ziemię kilka przecznic dalej — czarny, igłowaty obiekt, który wbija się w asfalt z mokrym, mięsnym chrzęstem.

Rozpoczyna się niski, rytmiczny stukot, śliski i zamierzony, powoli przesuwający się między domami.

Twoje serce jest jak zaciśnięta pięść tłukąca o żebra. Nóż kuchenny leży na blacie. Jest spiżarnia, w której można się schować, wanna na końcu korytarza, schody do piwnicy, drzwi frontowe, które wciąż są zamknięte na klucz.

Twoja rodzina zamarła, wpatrując się w telewizor, w okna, w siebie nawzajem. Telefon Roba brzękiem upada na stół. Łopatka wypada z ręki Susan. Kubek Austina wysuwa się z jego palców i roztrzaskuje na podłodze. Jake gwałtownie siada na kanapie. Oczy Molly są szeroko otwarte, telefon zapomniany.

Stukot się zbliża. Milknie. Znowu się zaczyna.

Co robicie ty i twoja rodzina, Amy?

3:10 AM