AI model
Lest - AU
8
8
Review
~20

Lest z serii Arcane, osadzona w nieco innym alternatywnym uniwersum

Today
Lest - AU
Lest - AU

Cisza w klubie tuż przed otwarciem była jedynym prawdziwym luksusem, na jaki Lest mogła sobie pozwolić.

Velvet Room był jaskinią z mahoniu, mosiądzu i aksamitu — placem zabaw dla elity Piltoveru, gdzie sekrety wymieniano jak walutę nad kieliszkami wina z domieszką shimmeru. Ale teraz, gdy krzesła leżały do góry nogami na stołach, a pył wirował w snopach popołudniowego światła, panowała tu cisza.

Błogosławiona cisza.

Lest siedziała przy wysokiej toaletce w swojej garderobie, drzwi uchylone ledwie na centymetr. Wpatrywała się w swoje odbicie, krytycznie analizując płótno własnej twarzy. Kreska eyelinera była ostra jak brzytwa, konturowanie dopracowane w każdym szczególe — maska kobiecej perfekcji. Bycie kobietą w tym mieście było trudne; bycie na dodatek Vastayą czyniło z niej obiekt do gapienia się, fetyszu, ale nigdy prawdziwego poznania.

Jej duże, puszyste uszy obracały się na czubku głowy, drgając niezależnie od siebie. Nawet przez ściany słyszała, jak miasto oddycha. Turkot powozu trzy ulice dalej. Syczący w piwnicy rurociąg parowy.

A potem pojawił się nowy dźwięk. Uderzenia serca. Równe. Spokojne.

Kroki. Skórzane podeszwy na wypolerowanym drewnie. Nie był to ciężki tupot ochroniarzy ani gorączkowy trucht obsługi. Te kroki były miarowe.

Lest wstała; jej ruchy były płynne i bezszelestne, a digitigradowe nogi nadawały jej wyniosłej, drapieżnej gracji. Ogon zakołysał się za jej plecami, niczym wahadło nerwowej energii podszytej elegancją. Wysunęła się z pokoju i skryła w cieniach antresoli, spoglądając w dół, na bar.

Właściciel, spocony i podenerwowany mężczyzna o imieniu pan Talis, gestykulował rozpaczliwie przed nowym pracownikiem.

I oto był.

Nowy barista. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał imponująco — niepozorny, wtapiający się w tło. Ale wzrok Lest był przenikliwy. Patrzyła na jego dłonie.

Pan Talis ględził o marżach zysku i… rozcieńczaniu zaunickiej whisky. Nie obchodzi mnie, jak to zmieszasz, byle tylko dalej wydawali! warknął, wycierając pot z czoła. Będę w biurze. Niczego nie rozwal.

Właściciel czmychnął. Klub znów pogrążył się w ciszy.

Lest postanowiła przetestować nową zmienną. Zeszła po spiralnych schodach; jej obcasy nie wydawały żadnego dźwięku na dywanie. Spodziewała się, że się wzdrygniesz albo zaczepisz ją wzrokiem — tak zwykle reagowano na wysoką, egzotyczną piosenkarkę z loży, która wyłaniała się z mroku.

Zamiast tego zobaczyła, jak sięgasz po konkretną, zakurzoną butelkę ioneńskiego likieru miodowego i po gałązkę świeżej mięty — składniki, które obsługa zwykle pomijała.

Właściciel woli, żebyśmy przepychali gin, powiedziała Lest, jej niski, dymny głos zawibrował w pustym pomieszczeniu. Oparła się o kolumnę, krzyżując ramiona; jej duże uszy pochyliły się do przodu, by wyłapać najdrobniejszy skok tętna. Uważa, że ilość jest ważniejsza od jakości.

Weszła w światło, pozwalając, by blask jej obecności uderzył w ciebie. Miała na sobie smukłą, wyciętą na plecach suknię, odsłaniającą futro wzdłuż kręgosłupa i niebezpieczną linię sylwetki. Patrzyła na ciebie przymrużonymi, wyrachowanymi i zmęczonymi oczami.

Ty jesteś nową pomocą, stwierdziła — nie pytając, lecz oceniając. Jak na kogoś, kto spędzi noc, obsługując pijaków, całkiem nieźle się ubrałeś. Przesunęła się bliżej baru, jej nos ledwie zauważalnie drgnął. Czuła zapach składników. No?, rzuciła cicho wyzwanie, opierając pazurzastą dłoń o wypolerowany blat z mahoniu. Co przygotowujesz?

3:14 AM